Myślę, że ta dziewczyna lubi mnie

Pasta o Julce

2018.07.11 15:21 Arald98 Pasta o Julce

PROLOG
lvl 9 Dawid idę sobie radośnie do podbazy to jeszcze ten czas, w którym lubi się chodzić do szkoły na początku lekcja Religii, potem przerwa - czas zabaw wszystko supi, gramy sobie w berka myślałem już, że to będzie taki piękny dzień gdy Golem przyszedł do szkoły... Golem był dwa lata starszy, i ciągle się nade mną znęcał nauczyciele nic mu nie robili, bo jego ojciec wpłacał im jakieś dotacje na kiju właśnie biegłem od ściany do ściany, aby uciec przed berkiem wtedy Golem znikąd podstawił mi nogę i przewróciłem się na twarz straciłem wtedy chyba trzy zęby mleczne przechodząc rzucił tylko ze śmiechem "Uważaj jak biegasz młody!" moje oczy zalały się łzami a koledzy zaczęli śmieszkować byleby przypodobać się Golemowi taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy zawsze, gdy chciałem być sam, uciekałem do szkolnej kotłowni mój tata - konserwator pracujący w szkole zawsze był zajęty i nie zauważał jak przemykam przez jego pokój żeby wejść do dziury znajdującej się za dużym bojlerem pomieszczenie, do którego prowadziła dziura (nazywane przeze mnie Smoczą Grotą) mogłoby pomieścić trzech dojrzałych mężczyzn jednak sama dziura, była nawet dla małego mnie dość ciasna jak zwykle wtuliłem się w kąt wyłożony miękką gąbką po chwili, po przeciwnej stronie Groty usłyszałem jakiś dźwięk na początku uznałem, że to tylko syczenie rury podłączonej do bojlera jednak gdy po chwili źródło dźwięku zaczęło świecić mi w oczy latarką okazało się, że jest to mała dziewczynka siedziała skulona w kącie i płakała, na mój widok odrobinę się przestraszyła jako mały gówniak jeszcze nie do końca wiedziałem jak into loszki więc zacząłem rozmowę najlepiej jak potrafiłem:
(D)awid - "Co robisz w mojej kryjówce? Idź stąd!" (J)ulka - "To wcale nie twoja kryjówka, jest tak samo moja, jak i twoja!" D - "Byłem tu pierwszy! Zaraz powiem mojemu tacie i cię stąd wygoni!" J - "To zróbmy tak - ty pozwolisz mi tutaj siedzieć, a ja pomogę ci rozprawić się z tym chłopakiem, który ci dokucza." J - "Przecież dlatego tu siedzisz i płaczesz, prawda?" D - "Wcale nie płaczę! Nie jestem frajerem! A skąd wiesz, że Golem mi dokucza?" J - "Golem?" - zaśmiała się pod nosem, jakby chciała sprawiać wrażenie, że ukrywa coś przede mną J - "Twój Golem to tak na prawdę całkiem pocieszny chłopak, każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" D - "Niech będzie! Mamy układ, nie wierze ze Golem się ode mnie odczepi przez jakąś babę!" J - "Podaj mi mały palec" - powiedziała wysuwając malutki palec prawej ręki, który zdawał się znikać w świetle latarki złapałem ją za palec używając mojego, tak właśnie miała się rozpocząć moja wieloletnia przygoda z Julką plan zgładzenia Golema stworzony przez Julkę był bardzo przebiegły na początek, miałem odciągnąć szkolną sekretarkę z sekretariatu przygotowałem czerwoną farbę i rozcieńczyłem wodą bez zbędnych ceregieli, gdy drzwi do sekretariatu się otworzyły wylałem na siebie zawartość przygotowanego pojemnika i zacząłem krzyczeć gdy ja trzepałem się na ziemi i zebrałem wokół siebie jakiś tuzin nauczycieli - Julka podeszła do komputera w sekretariacie i wydrukowała około trzydziestu zdjęć ojca Golema - pana Żarowicza oczywiście moi rodzice zostali wezwani do szkoły i miałem karę na wychodzenie z domu, ale jak niedługo później się przekonałem opłacało się gdy następnego dnia przyszedłem do szkoły na każdej ścianie było zawieszone zdjęcie ojca Golema z dorysowanym wąsem i napisem "ŻARÓWA PARÓWA" jak przystało na śmieszków w naszym wieku Golem gdy przyszedł do szkoły i zobaczył swojego starego na drzwiach ubikacji zaczął krzyczeć, że dowie się kto to zrobił i zabije afera na całą szkołę, specjalnie zwołali rodziców większości uczniów żeby znaleźć sprawcę ale to był dopiero początek poczekaliśmy aż wszystko się uspokoi w międzyczasie trochę lepiej poznałem Julkę
Dziewczyna jest rok młodsza ode mnie, ma krótkie blond włosy, które często wiąże w kitki. Jej tata importuje owoce i warzywa zza granicy i sprzedaje wielu firmom w Polsce. Jej mama jest malarką i aktorką teatralną. Lubi czytać książki i oglądać filmy oraz malować. Przez 8 lat przeprowadzała się kilka razy. W skrócie - życie zupełnie inne od mojego. Ja - syn szkolnego konserwatora i bezrobotnej chorej matki żyłem w zupełnie innym świecie.
kolejną fazą naszego planu, było dać znać Golemowi kto stąpa mu po piętach, jednocześnie będąc odpornym na kontrataki planem było wkręcić mu, że mamy zdjęcia jak pije piwo i wyślemy jego tacie wszyscy w szkole wiedzieli, że Golem rzeczywiście popija od czasu do czasu zobrazujcie to sobie - mały chłopaczek i drobna dziewczynka grożą dwa razy większemu chłopakowi prosto w twarz oczywiście - plan nie wypalił w głowie przewijały mi się wszystkie możliwe sytuacje, od spłukiwania w toalecie po łamanie kości starałem się jednak udawać pewnego siebie, byłem przekonany, że Julka wpadnie na jakiś pomysł jednak gdy się odwróciłem, zauważyłem ją schowaną za drzwiami łazienki i stałem tam, sam na sam, ja i mój odwieczny wróg Golem zaczął napierać na mnie chcąc mnie złapać całe życie przeleciało mi przed oczami, a nie było ono za długie próbując zablokować cios Golema, instynktownie podniosłem kolano do góry, utrzymując się na jednej nodze dzięki bogu zrobiłem to w odpowiednim momencie i w wyniku mojej paniki mój przeciwnik już leżał na ziemi oszołomiony ciosem z kolana w brodę wtedy wszyscy wokół zaczęli klaskać i śmiać się na widok płaczącego Golema ja jednak wcale nie byłem szczęśliwy, nie mogłem uwierzyć, że w momencie apogeum naszego starcia Julka zostawiła mnie samego po chwili zobaczyłem ją wybiegającą z toalety, z uśmiechem na twarzy odsłaniającym brakujące mleczne zęby podbiegła i wystawiła rękę jednoznacznie licząc na zwycięską "piątkę" D - "Dlaczego mnie tu zostawiłaś? Mogłem zginąć!" J - "Wcale nie! Wiedziałam, że ci się uda, musiałeś tylko uwierzyć w siebie" D - "Po prostu przyznaj, że się wystraszyłaś i uciekłaś... W końcu jesteś dziewczyną, nie wiem czego się spodziewałem" odszedłem pozostawiając Julkę z pobłażliwą miną, nie wydawała się ona smutna, wręcz przeciwnie, z jakiegoś powodu czuła radość i dumę następnego dnia Golem przeprosił mnie za wszystko co mi zrobił, wytłumaczył, że jego ojciec zajmuje się tylko i wyłącznie pracą, nie ma dla niego czasu i tylko na mnie odreagowywał od tego czasu zacząłem kumplować się z dwa lata starszym chłopakiem imieniem Grzesiek w końcu "każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" zobaczyłem się z Julką i spytałem, dlaczego ona płakała gdy spotkaliśmy się w Grocie odpowiedziała "Mój tata miał wypadek" nagle zbladła po chwili ciszy spytałem "Zostaniesz moją przyjaciółką?" uśmiechnęła się do mnie i pobiegła w stronę klasy
AKT I
lvl 14 przyjaźnię się od dłuższego czasu z Grześkiem właściwie to dzięki niemu stałem się dość popularny w szkole no i oczywiście jest jeszcze Julka jej ojciec zginął w tamtym wypadku zabrał ze sobą czteroosobową rodzinę z nadjeżdżającego zza zakrętu pojazdu od tamtego czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy, spędzaliśmy więcej czasu razem niż samotnie łączyło nas kilka zainteresowań - filmy, podobny rodzaj muzyki mimo wielu różnic, a może właśnie dzięki nim bardzo dobrze się dogadywaliśmy i zawsze mieliśmy jakiś temat do rozmowy w każdej szkole istnieje podział na kilka grup popularni, nerdy, metalowcy itp. itd. my tworzyliśmy swoją własną - we dwoje każdy ze szkoły nas znał, chociaż nic o nas właściwie nie wiedział nazywano nas pobłażliwie "Kochasiami" w pewien piątek wracałem do domu bardzo późno, pomagałem w organizacji dyskoteki szkolnej była zima, bardzo szybko się ściemniało szedłem właśnie aleją, która skraca moją drogę do domu o jakieś 300m rodzice zawsze zabraniali mi tędy chodzić nocą, nie ma tutaj żadnych reflektorów i często nocują tu bezdomni księżyc świecący między budynkami odbijał się w kałużach powstałych po niedawno wytopionym śniegu na budynku po lewej świeci lekką purpurą hotelowy neon pod skórzanymi butami słyszę powolny, harmonijny dźwięk pluskającej wody nagle staje się on dużo szybszy zdałem sobie sprawę, że ktoś za mną biegnie zacząłem biec przed siebie w strachu przed przestrogami rodziców w końcu skręciłem chowając się w wejściu do miejscowej rzeźni stałem odwrócony do ściany, licząc na szczęście cały się trzęsłem nagle poczułem delikatny dotyk na moich plecach oczywiście przestraszyłem się i krzyknąłem jako odpowiedź otrzymałem "Cicho bądź głuptasie!" wtedy zdałem sobie sprawę, że to Julka odwróciłem się do niej i już miałem coś powiedzieć, gdy zasłoniła mi usta delikatną drobną dłonią wyraźnie dając mi znak abym zachował ciszę za jej plecami zauważyłem dwa cienie szybko przemykające przez aleję staliśmy tak około dwóch minut, Julka cały czas trzymała rękę na moich ustach w końcu wyjrzała zza rogu i dała mi znak do wyjścia w drugiej ręce trzymała dużą butelkę szkockiej D - "To ty pijesz?" J - "Jasne, że nie!" - odpowiedziała z cichym śmiechem, jakby nadal bała się, że "cienie" wrócą D - "W takim razie skąd to masz?" J - "Ukradłam" - grymas na jej twarzy ukazywał samouwielbienie i dumę co bardzo mnie zdziwiło D - "Ukradłaś!? Że co?" J - "Nie panikuj, odniosę jutro obiecuję!" J - "Chodziło tylko o odrobinę adrenaliny, rozumiesz prawda?" - powiedziała sarkastycznie, jako że wiedziała, iż nigdy nie byłem ryzykantem J - "Masz zamiar tak tu stać? No chodź, pokażę ci coś!" pobiegłem żwawo za Julką, wyraźnie podekscytowany, zawsze uwielbiałem jej tajemniczość po 30. minutach już staliśmy pod budynkiem szkoły za dziurawą rynną leżała drewniana płyta, która po odsunięciu odsłaniała wybite okno dające dostęp do kotłowni szkolnej Julka odważnie wskoczyła do środka i wyciągnęła w moją stronę rękę z uśmiechem wskoczyłem za nią, po chwili już staliśmy przed "Smoczą Grotą" staliśmy tam dobre pięć minut, wtedy złapała mnie za rękę i przytuliła do ramienia miała na sobie kremowy sweter, czarną spódnicę do kolan i czarną czapkę założoną na uszy w taki sposób aby odsłonić jedynie jasną grzywkę lekko powiewającą przez ciepłe powietrze ze szkolnej wentylacji po chwili gwałtownie wzięła z biurka młotek i zaczęła powiększać wejście do Groty weszła do środka i pociągnęła mnie za rękę usiedliśmy oboje oparci o miękką wykładzinę Julka wyjęła z plecaka świecę i z pomocą zapałek rozpaliła ją rozświetlając małe pomieszczenie oparła głowę o delikatną ścianę, jej oddech uspokoił się, stał się ledwo słyszalny J - "Myślisz, że kiedy nas już tu nie będzie, to czy ktokolwiek będzie za nami tęsknił?" jej głos był spokojny i melodyjny, był cichy ale rozniósł się po kotłowni harmonijnym echem D - "Nie wiem i szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie to" J - "Właściwie to mnie chyba też nie..." jej ciemnozielone oczy zaszkliły się, widać było w nich rozmyty blask świecy D - "Ale zawsze możemy liczyć na siebie, prawda?" momentalnie rozpromieniała a na jej twarzy pojawił się stłumiony uśmieszek, jakoby spodziewała się moich słów przez chwilę patrzyliśmy wspólnie w ogień świecy odwróciłem się próbując coś powiedzieć zobaczyłem leżącą spokojnie Julkę, jej oddech był rytmiczny i spokojny - spała przykryłem ją moim płaszczem i zabrałem butelkę whiskey wyszedłem z dziury i odniosłem butelkę do sklepu, przepraszając za to co zrobiłem na szczęście sprzedawca okazał się całkiem miłym facetem wróciłem do szkoły i położyłem się obok Julki po chwili zasypiając
AKT II
lvl 17 wyprowadziłem się do miasta, tak się złożyło, że razem z Julką nowe znajomości, pierwsze inby właśnie na jednej z nich poznałem Natalię wysoka, śliczna brunetka, marzenie każdego faceta w okolicy trochę zacząłem olewać Julkę, w moim domu ciągle przesiadywała pierwsza miłość Julka wydawała się uradowana, że miałem dziewczynę bardzo zmieniła się przez te kilka lat, stała się bardziej skryta i cicha nawet zaczęły się lubić - wspólnie malować paznokcie i inne takie babskie sprawy cieszyłem się, ale w głębi duszy miałem nadzieję na odrobinę zazdrości minęły trzy miesiące a Natalia zamieszkała z nami nasze mieszkanie było całkiem spore, tylko dwa pokoje ale z pokaźną powierzchnią w szkole szło mi świetnie i w dodatku w każdy weekend inby ze śliczną dziewczyną moją osiemnastkę spędziliśmy w trójkę w plenerze, nie chciałem robić z niej imprezy gdy Julka zasnęła przeżyłem swój pierwszy raz z Natalią mijały kolejne tygodnie od czasu do czasu wpadał do nas Grzesiek ale nie będę tracił czasu na opisywanie moich relacji z nim w każdym razie był to mój najlepszy kumpel pewnego razu poszedłem z Grześkiem i Natalią do klubu Julka musiała uczyć się do egzaminu i tak zawsze tylko stała przy barze i wychodziła bardzo szybko typowa imprezowa rutyna lufa, lufa, do łazienki na blanta, kolejna lufa minęło tak z 2 godziny na tańczeniu, ładnie się wkręciłem poznałem jednego Tomka, gadaliśmy sobie o filmach, wydawał się spoko mordeczką z oczu zniknęli mi Grzesiek i Natalia no to idę do łazienki ich poszukać, nawet w damskiej sprawdziłem - nic idę na parking zapalić fajkę no a z mojego samochodu słychać jęki otwieram drzwi a tam Grzesiek pier,doli moją dziewczynę oczywiście tłumaczenie, że to przez alkohol i zioło kazałem im obu spier,dalać do domu wróciłem wkur,wiony jak nigdy, zebrałem rzeczy Natalii i wyrzuciłem przed mieszkanie Julka nawet o nic nie pytała, wyraźnie wyczuła co się stało położyłem się do łóżka całą noc nie mogłem spać późną nocą do mojego pokoju przyszła Julka stanęła przed moim łóżkiem, w długiej koszulce sięgającej jej prawie do kolan z mokrymi, rozpuszczonymi włosami chwilę tak stała i patrzyła na mnie, chyba myśląc, że śpię jej sylwetka była idealnie widoczna w świetle księżyca przebijającym się przez firany po chwili cicho podeszła do łóżka i delikatnie wsunęła pod grubą, ciężką kołdrę przytulając do mojej piersi oczywiście pomyślałem, że to dość jednoznaczne ale nie myślałem o tym za dużo owej nocy po dużej ilości alkoholu obudziłem się wcześnie rano, obudził mnie dźwięk rozbijanej butelki piętro wyżej Julka wciąż spała a spod puchowej kołdry wystawał tylko jej mały nosek objąłem ją delikatnie przez te wszystkie intensywne dla mnie miesiące ona pilnie się uczyła, nigdy mi nie dorównując lecz będąc niewiele gorsza nigdy nie chodziła na imprezy, zawsze wolała ciszę i spokój od facetów również się odganiała jestem też przekonany, że nigdy się nawet nie całowała - mimo niewątpliwej urody może jest lesbijką? Nie - nie ukrywałaby tego przede mną Natalia miała dwóch facetów przede mną, nie była dziewicą gdy zaczęliśmy być razem poczułem się dość wyjątkowo myśląc, że nikt nie zbliżył się do Julki tak bardzo jak ja mimo, że jedynie się czasem przytulaliśmy, to jej ciało należało do mnie tak jak do nikogo innego nigdy wcześniej co ja w ogóle gadam? ona wcale nie jest w moim typie... to po prostu dobra koleżanka muszę jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie wyskoczyłem z łóżka, ubrałem się i usiadłem na fotelu stojącym przed łóżkiem na którym wciąż spała Julka po jakiś dwudziestu minutach otworzyła oczy ziewając i przeciągając się niczym kot spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem czułem się okropnie będąc zobligowanym do powiedzenia jej co o nas myślę w końcu w ogóle do siebie nie pasowaliśmy! D - "Słuchaj, powiem prosto z mostu... My nie możemy być razem, ja nie myślę o tobie w ten sposób" na jej twarzy pojawił się grymas zdziwienia a jej oczy zalały się łzami D - "To nie chodzi o to, że czegoś ci brakuje, po prostu... nie pasujemy do siebie, wolę inny typ dziewczyny" mój głos stał się drżący, wręcz histeryczny nawet nic nie odpowiedziała, tylko wybiegła z płaczem ubrała się i wyszła
AKT III
Julka wróciła wtedy bardzo późnym wieczorem, śmierdziała alkoholem, była kompletnie pijana było to do niej bardzo niepodobne, wystraszyłem się położyła się na kanapie i zaczęła śmiać opowiedziała mi o poznanym chłopaku, dała mu swój numer i umówiła się za kilka dni chyba nigdy nie widziałem jej tak szczęśliwej wywołało to u mnie zakłopotanie, trochę mnie to dobiło ale w końcu czego się spodziewałem? Sam tego chciałem następnego wieczora poszedłem trochę odreagować na imprezę do pobliskiego klubu oddalonego zaledwie trzy przecznice od mojego mieszkania poznałem tam Weronikę, była bardzo ładna choć inteligencją nie grzeszyła, ale właściwie to tego było mi trzeba po kilku drinkach i gładkiej gadce była moja mi alkohol jakoś do głowy nie uderzył ale zabrałem ją do mieszkania kazałem jej być cicho, żeby nie obudzić Julki ale była tak pijana, że obijała się o wszystko na swojej drodze wreszcie doszliśmy do mojego łóżka, popchnęła mnie na nie i od razu przeszła do rzeczy jakoś nie sprawiało mi to takiej przyjemności jakiej się spodziewałem... nagle w całym mieszkaniu rozbłysło światło w progu drzwi stała Julka i patrzyła na nas przez chwilę zaczęła się wydzierać, że jest moją dziewczyną i kazała Weronice spier,dalać z naszego mieszkania gdy ta wybiegła z mieszkania całkiem naga Julka zaczęła się głośno śmiać mi wcale nie było do śmiechu D - "Wytłumaczysz mi co to było? Myślisz, że możesz odpie,rdalać takie rzeczy!?" J - "Och daj spokój, znajdziesz sobie kolejną idiotkę" D - "Ha! Ty jesteś po prostu zazdrosna bo wcale mi się nie podobasz a od tylu lat się o to starasz!" D - "Zrozum - MIĘDZY NAMI NIC NIE MA - NIC!" trochę mnie poniosło nie... bardzo mnie poniosło J - "Myślisz, że jesteś lepszy ode mnie? Ja miałam tyle facetów na twoje miejsce, że nawet sobie nie wyobrażasz ty imbecylu!" J - "Ja robiłam tak dużo dla ciebie! Myślisz, że ktokolwiek zna cię tak jak ja? Że ktokolwiek sprawi, że będziesz szczęśliwy tak jak ja bym to zrobiła?" D - "O mnie nie masz co się martwić, ja będę szczęśliwy mogę ci to nawet obiecać!" nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w taki sposób wybuchła J - "Masz rację... To koniec, mi już też nie zależy, idę do Marcina on chociaż o mnie w ogóle dba" D - "Marcina? Doroszańskiego Marcina? hahaha nie mówisz serio prawda?" J - "O co ci tym razem chodzi, co?" D - "Przecież on jest dilerem, nie mów, że nie wiedziałaś" J - "Wiedziałam ale nie obchodzi mnie to, on jest czuły i zależy mu na mnie" D - "No dalej Julka, nie bądź głupia przecież jemu zależy tylko na tym żeby cię zaliczyć i dobrze o tym wiesz!" J - "I może tego chcę! Tylko ty możesz sobie pozwolić na coś takiego?" D - "Daj spokój... ty nie jesteś taka. Przepraszam okej? Nie chciałem cię zdenerwować... Usiądźmy i pogadajmy na spokojnie" J - "Dobre mi sobie!" wybiegła z mieszkania z hukiem, byłem strasznie wkur,wiony wyjąłem z lodówki butelkę tequilli i usiadłem przed telewizorem minęły jakieś dwie godziny, było późno, zacząłem się martwić z głowy nie mogłem wyrzucić obrazu jej kochającej się z tym prostakiem co ja odje,bałem!? przecież zawsze mi na niej zależało! Zawsze ją kocha... czy ja? tak tak! Zawsze ją kochałem! Kur,wa mać co ja zrobiłem! moje serce przepełniła zazdrość i strach mimo, że ledwo stałem na nogach to wsiadłem do samochodu zadzwoniłem do Grześka on gdy tylko odebrał zaczął mnie przepraszać i pytał co się stało ja tylko spytałem o adres Marcina i rozłączyłem się minęło może 10 minut i już stałem przed blokiem, w którym mieszka Marcin wszedłem na trzecie piętro i stanąłem przed mieszkaniem nr. 7 w powietrzu czuć było zapach marihuany i alkoholu wziąłem głęboki oddech i zapukałem energicznie do drzwi otworzył Marcin, jego oczy były całe czerwone, ewidentnie był cholernie naćpany za jego plecami zobaczyłem Julkę, w samej bieliźnie, z strzykawką na stole moje serce na chwilę kompletnie stanęło powodując przeszywający ból w piersi wbiegłem do środka, delikatnie złapałem za szyję Julki próbując wyczuć tętno było bardzo słabe, a może wcale nie jest tak źle? Może to tylko alkohol uderza mi do głowy? w każdym razie muszę jej pomóc! wyjąłem z kieszeni telefon drżącymi rękoma wystukałem 112 po słowach "Potrzebuję karetki na ulicę..." poczułem pistolet przy skroni i usłyszałem "odłóż ten telefon skurwielu" zrozumiałe - zaraz wpadłaby tu policja i Marcin poszedłby siedzieć odwróciłem się do niego twarzą, spojrzałem prosto w oczy z pogardą na jego twarzy zobaczyłem uśmiech, pogardliwy kur,wa uśmiech jakby ze mnie kpił złapałem za jego ręce i podniosłem w taki sposób, że pistolet był skierowany ku górze jednak Marcin, dobrze zbudowany był silniejszy ode mnie po chwili przepychanki słychać wystrzał oboje upadliśmy na ziemię nie poczułem żadnego bólu szybko zacząłem obmacywać każdą część swojego ciała w panice szukając dziury od kul Marcin robił to samo Ha! Nic mi nie jest! ale Marcin też jest cały gdzie jest kula? nie potrzebowałem długiego czasu na odpowiedź odwróciłem się i zobaczyłem kanapę powoli zalewającą się krwią a w brzuchu Julki dziurę od kuli to co wtedy poczułem nie może zostać opisane słowami uczucie utraty ukochanej osoby przez własną arogancję i głupotę szybko wziąłem ją na ręce i pobiegłem do samochodu moje oczy były ciągle pełne łez, jechałem jak szalony nie raz mijając czerwone światła wreszcie dojechałem cały brzuch Julki był we krwi a na fotelu powstała jaskrawa kałuża szybko wbiegłem do szpitala wołając histerycznie o pomoc po chwili widziałem jak wieźli Julkę na salę operacyjną
AKT IV
minęła godzina, lekarze skończyli operować pielęgniarka powiedziała mi, że Julka jest w stanie krytycznym i jutro dowiemy się czy będą potrzebne kolejne operacje spojrzałem na nią leżącą w łóżku szpitalnym była spokojna, spała dokładnie ją obejrzałem duże czoło, krótkie nogi, lekko wykrzywiony nosek wszystkie wady jakie wcześniej zauważałem przemieniły się w odchylenia od ideału, kosmetyczne błędy popełnione przy kreacji anioła położyłem się obok głaszcząc jej miodowe włosy dużo myślałem o tym co przeszliśmy razem, o tym, że nigdy nie byłem sam dzięki niej o tym, jak ją potraktowałem i gdzie nas to doprowadziło po kilku minutach obudziła się otwierając duże zmęczone, zielone oczka i patrząc na mnie zadziwiona D - "Cześć" zacząłem śmiać się przez łzy D - "Jak się czujesz?" J - "Bywało lepiej" J - "Przepraszam... To wszystko moja wina!" D - "Nie przepraszaj! To wcale nie twoja wina, tylko i wyłącznie moja i to ja bardzo przepraszam" D - "Kocham cię, mała, na prawdę. Nie wiem dlaczego nie mogłem się do tego przyznać" objęła mnie i pocałowała w policzek D - "Wszystko już będzie dobrze. Pamiętasz co planowaliśmy? Ty będziesz aktorką a..." J - "... a ty prezydentem, tak pamiętam. Zamieszkamy na wsi i będziemy produkować bimber a potem umrzemy w wieku 80 lat jako szczęśliwi staruszkowie" D - "Ale my byliśmy naiwni jak to wszystko wymyślaliśmy!" J - "Wcale nie! Jeszcze nam się uda zobaczysz!" D - "Nie o to chodzi! Dużo lepiej byłoby hodować zioło!" na twarzy Julki pojawił się szeroki uśmiech patrzyliśmy na siebie przez długi czas wtedy pierwszy raz ją pocałowałem przytuliła się do mnie mocno i zasnęła byłem tak szczęśliwy, że chciałem zacząć krzyczeć chyba przez dwadzieścia minut śmiałem się do samego siebie wtedy zasnąłem Julka zmarła tej nocy w wyniku obrażeń wewnętrznych gdy się obudziłem w jej drobnej, zimnej rączce znalazłem pogięte zdjęcie to było nasze pierwsze wspólne zdjęcie po zamieszkaniu razem na odwrocie napisała:
"Wiem, że będziesz teraz załamany ale nie ma o co się martwić wyjdź teraz ze szpitala, pójdź do sklepu, ukradnij najdroższą butelkę szkockiej jaką znajdziesz. Teraz przyjdź do szkoły, przytul się do miękkiej wykładziny i podaj mi mały palec. I bądź szczęśliwy - obiecałeś mi to! "
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2016.05.29 12:51 SoleWanderer Wszyscy jesteśmy z Radomia

Wszyscy jesteśmy z Radomia. Dlaczego drugie pod względem wielkości miasto na Mazowszu stało się stolicą obciachu? Mateusz Witkowski Podziel się 785 Tweetnij
Symbol "cebulactwa" i polskiego zacofania. A przy okazji: ponaddwustutysięczny ośrodek, który ma szansę stać się stolicą województwa. Radom już dawno jest w opinii Polaków drugim Wąchockiem, miastem jak z dowcipu. Czy zasłużenie? Najspokojniejsze lotnisko świata
Zacznijmy od przedmieść, a dokładniej: od znajdującego się na południowy wschód od centrum portu lotniczego. Radom pozazdrościł największym miastom w Polsce i od 2014 roku może się poszczycić własnym lotniskiem. No, może „poszczycić” to nie do końca odpowiednie sformułowanie.
Tutejszy port z miejsca stał się wdzięcznym tematem żartów. No bo jak to brzmi: „Lotnisko w Radomiu”? Kto w ogóle chciałby tam latać? Zresztą fakty nie kłamią. Ów przybytek jest bodaj najbardziej opustoszałym miejscem tego typu w całym kraju. Pomysł zbudowania portu lotniczego w Rzeszowie, owszem, wydawał się kuriozalny. Wystarczy jednak rzucić okiem na statystyki, żeby zorientować się, że władze stolicy Podkarpacia miały rację. Stopniowo zwiększająca się liczba pasażerów oraz miejsc, do których można stamtąd polecieć, mówią same za siebie. Dla porównania: w zeszłym roku w Rzeszowie obsłużono 645 tysięcy podróżnych. W Radomiu: 500.
Wjeżdżamy na parking, po którym z mozołem przemieszcza się elka. To świetne miejsce dla niedoświadczonych kierowców. Ruch samochodowy bowiem niemalże tu nie istnieje. Kilka aut (należących prawdopodobnie do pracowników lotniska) i my. Na horyzoncie świeża trawa i ani pół samolotu. Trzeba mieć spore szczęście, żeby na nie trafić. Lotnisko w najlepszym wypadku obsługuje zaledwie kilka kursów dziennie. Z Radomia można dostać się do Wrocławia, Gdańska, Pragi i Berlina. Bywają dni, w których startuje stąd jeden samolot (w soboty natomiast ruch kompletnie ustaje).
Jak widać, ktoś już tu był przed nami (fot. Damian Dziura) Jak widać, ktoś już tu był przed nami (fot. Damian Dziura) Wewnątrz świeżo, higienicznie i rzecz jasna pusto. W hali lotniska znajduje się jeden kiosk i jedna kawiarenka. Obsługa portu wygląda jak wyrwana z zimowego snu. Widok ludzi wyraźnie wprawia ich w skonfundowanie. Mam ochotę podejść i zapytać, czy zawsze jest tu tak spokojnie, ale nie chcę wyjść na złośliwca, który przerywa odpoczynek.
Ruszamy w stronę miasta, przejeżdżając obok „majestatycznych” pastelowych bloków. Mijamy jeszcze samochód należący do ochrony lotniska - prawdopodobnie najmniej zapracowanych ludzi w całym Radomiu. A więc ta beka nie wzięła się znikąd - myślę.
Na lotnisku w Radomiu można odnaleźć spokój (fot. Damian Dziura) Na lotnisku w Radomiu można odnaleźć spokój (fot. Damian Dziura) Specyficzny stan umysłu
Parkujemy w okolicach rynku. Przynajmniej tak wynika z mapy. Po lewej stronie posępny zakład pogrzebowy Exodus, po prawej natomiast pełniący te same usługi Hades. Mało zachęcające powitanie. Nie ma się jednak co zrażać. W końcu historyczne centra, choćby i nawet wchodziły w skład miast całkowicie paskudnych, niemal zawsze mają w sobie sporo uroku.
Przemykamy obok okupowanego przez lokalsów pubu U Jana i już jesteśmy w rynku. Nie wskazuje na to jednak nic poza tabliczką z nazwą ulicy i Google Maps. To zupełnie zaniedbany plac z rozsypującymi się kamieniczkami, niepamiętającymi już nawet czasów swojej młodości. Choć niemal w całości wyłożony jest kostką brukową, w niektórych miejscach jakby jej zabrakło, przez co rynek straszy wypełnionymi piaskiem szczerbami.
Po lewej Exodus, po prawej Hades (fot. Damian Dziura) Po lewej Exodus, po prawej Hades (fot. Damian Dziura) W centralnym punkcie: pomnik Czynu Legionów. Gdzieś w tle dzieciaki grają w tzw. siatkonogę. Nieliczne ławeczki są zajęte przez starsze osoby oraz mocno wprawionych już w rozrywkowy nastrój tutejszych.
Na jednej z pierzei rynku - nijak nieprzystające do całości obrazka Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Na przeciwległej ścianie: neorenesansowy ratusz. Stężenie alkoholu w powietrzu - około 38 procent i na oko ani jednego turysty.
Blisko nas parkuje biały opel astra. Wewnątrz pan w tzw. sportowej odzieży, obok jego oblubienica. Pan odbiera telefon od swojej mordeczki, po czym rusza z piskiem ku sprawom ważniejszym niż niedzielny relaks.
Tu mieści się pub u Jana (fot. Damian Dziura) Tu mieści się pub U Jana (fot. Damian Dziura) Nie wiemy, jakim stanem umysłu jest Radom, jest to jednak stan, ujmijmy to delikatnie, specyficzny.
Nadbałtycki kurort bez morza
Ruszamy dalej, osłupieni marazmem radomskiego rynku. Zresztą nie ma się co czepiać. Jak przystało na miasto będące „stanem umysłu”, kwestia historycznego centrum jest tu nieco bardziej skomplikowana. Owszem, to tu znajdowało się kiedyś tzw. Stare Miasto, centrum zostało jednak przesunięte nieco na wschód. Dlatego też rynek i okolice, pełne mieszkań komunalnych, w których - jak dowiedziałem się od mieszkańców - rezydują w dużej mierze dość krewcy i niebezpieczni obywatele, zostały przez władze kompletnie zaniedbane i straszą przyjezdnych.
Ruszamy w stronę ulicy Żeromskiego, głównego deptaka w mieście, pełniącego funkcję prawdziwego starego centrum. Ulica Rwańska, przez którą przechodzimy, ma w sobie mniej więcej tyle uroku co rynek. O ironio, znajduje się tu jedna z dwóch placówek Centrum Informacji Turystycznej. Przypomina mi się grafika, na którą trafiłem wcześniej na Facebooku. Całkiem słusznie: choć jest niedzielne wczesne popołudnie, punkt jest zamknięty.
(źródło: Memy.pl) (źródło: Memy.pl) Smutek i stagnacja, której przed chwilą doświadczyliśmy, każą sądzić, że Radom jest miastem zbudowanym jakby na Księżycu. Za chwilę sytuacja jednak się odmienia. Przechodzimy obok pomnika Lecha i Marii Kaczyńskich, którego formy, przez szacunek dla zmarłych, nie będę komentował. Jesteśmy już na Żeromskiego. Akurat trwa Festiwal Sztuki Ulicznej. Bębniarze, tancerze, iluzjoniści, kataryniarz z siedzącą na ramieniu arą.
Atmosfera fiesty i wypoczynku. Dzieciaki wymachują radośnie wypełnionymi helem balonikami z wizerunkiem Minionków, wiruje różowa wata cukrowa, w powietrzu czuć słodki zapach ciasta na gofry. Trudno się przecisnąć, tym bardziej że każdy krok grozi zderzeniem z gokartami, które można wypożyczyć nieopodal.
Smutek i stagnacja, której przed chwilą doświadczyliśmy, każą sądzić, że Radom jest miastem zbudowanym jakby na Księżycu (fot. Damian Dziura) Smutek i stagnacja, której przed chwilą doświadczyliśmy, każą sądzić, że Radom jest miastem zbudowanym jakby na Księżycu (fot. Damian Dziura) Atmosfera zmienia się diametralnie, jakbyśmy przeszli na Rwańskiej przez drzwi do innego wymiaru. Ulica Żeromskiego przypomina nadbałtycki kurort, wciśnięty pomiędzy szpaler całkiem urodziwych dziewiętnastowiecznych kamieniczek. A więc zależnie od preferencji - pełna błogość lub kompletny koszmar. Niezależnie od osądów: ktoś tutaj mieszka.
Wszystko przez „Chytrą Babę”?
Choć warunki do rozmowy nie są najlepsze (za naszymi plecami koncert daje właśnie grupa bębniarzy), staram się zasięgnąć informacji u mieszkańców. Dyskretnie, z odpowiednią dozą delikatności. W końcu nikt nie lubi pytań w rodzaju: „Ej, czemu z was się tak wszyscy śmieją?”
Zaczynam od dwóch nastolatków, którzy przystanęli tu na chwilę, by obserwować uliczne zamieszanie. Są uprzejmi, choć wyraźnie niezadowoleni. Najwyraźniej przerabiali to już wiele razy. Zaczyna wyższy z nich: - No tak, w kółko coś się o nas mówi. Kiedyś więcej się wspominało o Sosnowcu, Wałbrzychu. Teraz tylko: Radom, Radom, Radom. W sumie to trochę przykre, bo miasto nie jest najgorsze. To ważne: w końcu licealiści prezentują zwykle postawę w rodzaju: „Tylko zrobię maturę i wyjeżdżam z tej dziury”.
Drzwi radomskich budynków prawdopodobnie nie staną się, jak w przypadku Dublina, bohaterami pocztówek (fot. Damian Dziura) Drzwi radomskich budynków prawdopodobnie nie staną się, jak w przypadku Dublina, bohaterami pocztówek (fot. Damian Dziura) Drugi z nich, wyżelowany chłopak w adidasach, dodaje: - Też nie wiem w sumie, skąd się to wzięło. Miasto jak miasto, nie jest jakieś najmniejsze lub najbrzydsze. Pierwszy doznaje jednak olśnienia: - Boże, wiem, kiedy to się tak naprawdę zaczęło. Chodzi o „Chytrą Babę z Radomia”. Wcześniej właściwie nikt o nas nie wspominał, ale od tego czasu... masakra.
Niezorientowanym w kwestiach internetowych mód i wszelkiej maści memów należy się wyjaśnienie. W 2012 roku w Radomiu zorganizowano miejską wigilię. Uczestnicy mieli do dyspozycji poczęstunek i napoje. Jedna z pań obecnych przy wigilijnym stole poczekała na swoją kolej i zabrała ze sobą aż trzy butelki napoju, prawdopodobnie wbrew oczekiwaniom organizatorów. Zdarzenie Pobierz z Rapideo.pl zarejestrowały kamery. - Słyszałem, że ona to brała dla jakichś krewnych czy coś. W sumie możliwe - stwierdził jeden z chłopaków. Internet, jak to zwykle bywa, okazał się jednak bezlitosny. Zdarzenie zaowocowało serią grafik i przeróbek, a do Radomia, być może już na dobre, przylgnęła etykieta stolicy „cebulactwa”.
Pomnik Sashy Grey
Radom, jako znak tego, co podłe i gorsze, zyskał sobie w internecie sporą popularność. Uwagę przykuwa facebookowy fanpage „Polska Radomiem Europy”. Przed wyjazdem na Mazowsze wysłałem właścicielowi strony prywatną wiadomość. Chciałem dowiedzieć się, co to tak naprawdę znaczy „Radom Europy” i jakie skojarzenia spowodowały, że fanpage ma taką, a nie inną nazwę.
Jak się dowiedziałem: Tego hasła oczywiście nie można traktować do końca poważnie, jednak w świadomości wielu ludzi Radom funkcjonuje jako miasto, w którym żyje duża liczba dresiarzy, kiboli, chuliganów. Sam, będąc tam kilkakrotnie, napotykałem na dość dziwaczne sytuacje z nimi związane. Również moi znajomi pochodzący z Radomia nigdy nie zaprzeczali, że panowie w sportowych ubraniach i białych czapeczkach stanowią znaczący element krajobrazu tego miasta.
Na fanpage'u można znaleźć rozmaite żarty z szeroko pojętej Polski B. Zamieszczone zdjęcia i grafiki nie pochodzą rzecz jasna tylko i wyłącznie z drugiego pod względem wielkości miasta w województwie mazowieckim. - Absurdalne rzeczy dzieją się praktycznie w każdej części naszego kraju, tym samym podważając sens traktowania stereotypów w całkowicie poważny sposób - mówi admin strony. Przeniesienie ciężaru z gruntu lokalnego na ogólnokrajowy zapala pewną lampkę.
Mieszkańcy Radomia wszystko mają pod ręką (fot. Damian Dziura) Mieszkańcy Radomia wszystko mają pod ręką (fot. Damian Dziura) O tym jednak później. W międzyczasie przychodzi mi na myśl inicjatywa, o której głośno było kilka lat temu. Mowa o zamiarze wybudowania w Radomiu pomnika Sashy Grey, znanej gwiazdy porno. O absurdalnym pomyśle pisano między innymi w polskiej edycji „Playboya”. Idea znalazła prawie osiemnaście tysięcy zwolenników.
Choć spodziewałem się, że adminem fanpage'a Komitet budowy pomnika Sashy Grey w Radomiu jest osoba, która posłużyła się nazwą miasta dla żartu, okazuje się, że mam do czynienia z rodowitym radomianinem. Gdy pytam o stereotypy związane z jego miejscem pochodzenia, odpowiada: - Każde miasto ma jakąś chytrą babę. Sam Radom natomiast to miejsce jak każde inne. Dodaje jednak, że sporo winy za dość kiepski PR miasta ponoszą sami mieszkańcy: - Gdy radomianie mają gości, to omijają miejsca, które powinni im pokazać, szerokim łukiem. Wiesz gdzie ich zabierają? Na zapiekanki na ulicę Moniuszki, gdzie „sprzedaje” się historie o tym, jakie to klasyczne miejsce z trzydziestoletnią tradycją.
„Jak Warszawa się śmieje, to wszyscy podłapują”
Rezygnujemy jednak z zapiekanek i wybieramy jedną z pobliskich spaghetterii. To, co nam serwują, okazuje się jednak dość fantazyjną interpretacją kuchni włoskiej. Całość nurza się w zawiesistym sosie, w skład którego wchodzi zielony groszek. Na ladzie stoją rzędem słoiczki z podziurawionymi wieczkami. To pojemniki na przyprawy. Najprawdopodobniej miały sprawić, że poczujemy się tu nieco bardziej swojsko. Nic z tego. Opuszczamy lokal z niepokojem w żołądkach.
Słynny w mieście neon zamkniętego już dawno temu sklepu Słynny w mieście neon zamkniętego już dawno temu sklepu "Kasia" (fot. Damian Dziura) Choć w okolicy znajduje się kilka godnych uwagi zabytków w rodzaju klasztoru Bernardynów, postanawiamy pozwiedzać miasto trochę na opak. Konsultuję się z pochodzącą stąd znajomą w sprawie miejsc, które niekoniecznie pasują do stereotypu Radomia.
Nie należy do nich na pewno zalew na Borkach, gdzie w sezonie można kontemplować rumiane piwne brzuszki tutejszych mieszkańców. Ani tereny byłej Fabryki Broni „Łucznik”, które - choć stanowią swego rodzaju miasto w mieście - raczej świadczą o tym, że Radom nie radzi sobie ze swoim postindustrialnym statusem (znajdują się tu między innymi dość szemrane kluby taneczne).
W końcu jest! Prawdziwa perełka. Dawny budynek miejskiej elektrowni został przekształcony w siedzibę Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej. To bardzo dobry przykład tego, w jaki sposób rewitalizować pozornie bezużyteczne już budynki (więcej na ten temat pisał w Weekendzie Filip Springer).
Zagaduję pana w średnim wieku, który prowadzi rower wzdłuż ulicy. O co chodzi z tym stereotypem? - A to ta warszawka cała. Śmieją się z nas od zawsze, jak z takich ubogich krewnych - mówi. - A jak Warszawa się śmieje, to wszyscy to podłapują - co zrobić, stolica. SMS do znajomej: Najbardziej warszawskie miejsce w Radomiu? Odpowiedź przychodzi niebawem: Kawiarnia Czytelnia Kawy.
Warchoły i czarne owce
Kawiarnia jest ukryta we wnęce przy ulicy Curie-Skłodowskiej. Teoretycznie wszystko się zgadza: modny wystrój, masa książek, przemiła obsługa. I ani żywej duszy - oczywiście poza barmanką i kilkorgiem jej znajomych. Gdy podpytuję o popularność lokalu, dowiaduję się, że zostanie on niebawem zamknięty. To i tak cud, że utrzymał się w tym otoczeniu aż siedem lat.
Ulica Rwańska prowadzi do Ulica Rwańska prowadzi do "lepszego" Radomia (fot. Damian Dziura) Jak twierdzi Ziemowit Szczerek, pisarz i dziennikarz, zdobywca Paszportu „Polityki”, który wychował się w mieście numer dwa na Mazowszu: - Gęba Radomia jako kogoś gorszego pochodzi jeszcze z okresu międzywojnia. Wówczas powstała droga, która łączyła miasto ze stolicą. Złota warszawska młodzież mogła testować na trasie swoje nowe maszyny, gdyż była to w tamtym czasie właściwie jedyna w okolicy szosa z prawdziwego zdarzenia. Do Radomia jeździło się więc pobawić.
Damian Maciąg ze stowarzyszenia „Kocham Radom” zwraca uwagę na nieco inne przyczyny. Jego zdaniem dzisiejszy wizerunek Radomia to wynik reakcji władz komunistycznych na wydarzenia Czerwca 1976: - Sam Gierek to zapowiedział: „Powiedz tym swoim radomianom, że ja mam ich wszystkich w dupie i te wszystkie działania też mam w dupie. Zrobiliście taką rozróbę i chcecie, by to łagodnie potraktować? To warchoły, ja im tego nie zapomnę”. „To musi być atmosfera pokazywania na nich jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami”. Odwet władz komunistycznych polegał nie tylko na szeptanej propagandzie, że Radom to warcholstwo i grajdoł, ale też na realnym wstrzymaniu inwestycji.
Nie ulega wątpliwości, że mamy tu również do czynienia z klasyczną animozją „centrum a prowincja”. Mieszkańcy stolicy śmieją się z radomian (zagadnięty przeze mnie znajomy warszawiak odpowiada: No weź posłuchaj, jak niektórzy z nich mówią...), ci natomiast patrzą z zawiścią na wygodnych warszawiaków.
„Łatwo śmiać się z Radomia”
Mieszkańcy Radomia niespecjalnie dbają zresztą o swój wizerunek. Dziewczyna rozdająca ulotki na Żeromskiego mówi mi: - Masa moich znajomych wyprowadziła się do Wawy. Z tego, co widzę, to zamiast w jakiś sposób bronić swojego miasta, dołączają do ogólnej beki, razem z warszawiakami. Odcinają się zupełnie, mówią: „Dobrze, że już nie mieszkam na tym zadupiu”, jakby chcieli się wkupić w czyjeś łaski. Przecież w Warszawie prawie nikt nie jest z Warszawy i gdyby się chciało tropić „słoików”, to byłoby w czym wybierać. Po prostu śmiać się z Radomia jest łatwo, bo wszyscy od razu to rozumieją.
Już wiemy, skąd bierze się spora część tutejszych szyldów (fot. Damian Dziura) Już wiemy, skąd bierze się spora część tutejszych szyldów (fot. Damian Dziura) Zgadza się z tym admin wspomnianego „Komitetu budowy pomnika Sashy Grey”: - Zauważ, że sami radomianie, zamiast robić wszystko, żeby promować miasto jako fajne miejsce, robią profile z tzw. beką.
Reprodukowanie takiego, a nie innego stereotypu może mieć duży wpływ na odbiór Radomia, nawet w przypadku osób, które mają z miastem sporo wspólnego. - Byłem tam jakieś dwa tygodnie temu, kręciłem się samochodem po mieście i okolicach. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać: to naprawdę wygląda tak źle, czy może jestem już uprzedzony? - mówi Ziemowit Szczerek.
Miasto jak każde inne?
Muszę się do czegoś przyznać. Od początku droczę się z Tobą, Drogi Czytelniku. Celowo oglądam otoczenie przez „bekowy” filtr. Wyśmiewane przeze mnie na początku Stare Miasto nie jest przecież Starym Miastem z prawdziwego zdarzenia. Radom może poszczycić się unikatowym układem przestrzennym - wystarczy rzut oka na mapę, aby prześledzić, jak miasto ewoluowało od średniowiecznego grodu do dzisiejszego kształtu.
Mogę rzecz jasna opisać widok wyjeżdżającego z ulicy Wałowej autobusu, który miał otwartą klapę od silnika, podtrzymywaną przy pomocy plastikowej butelki. Pominę wówczas jednak, że po mieście kursują wte i we wte eleganckie Solarisy Urbino.
Mogę też wspomnieć o okalających centrum bloczyskach (o którym z większych miast nie da się powiedzieć tego samego?) i przemilczeć, że sporo tu terenów zielonych, w rodzaju Parku Gołębiów, które pozwoliły nam ukryć się na chwilę przed wiosenno-letnim upałem. Zamiast rozpisywać się nad dziwną odmianą kuchni fusion, jaką napotkaliśmy we wspomnianej spaghetterii, mógłbym napomknąć o licznych kawiarniach i cukierniach znajdujących się w okolicach głównego deptaka.
Dworzec PKS jest, owszem, raczej brudny i obskurny, ale czy ten stan rzeczy można uważać w skali krajowej za ewenement? A może lepiej skupić się na znajdującym się obok gmachu dworca kolejowego z 1885 roku, przebudowanym w międzywojniu na modłę renesansu polskiego, uważanego wówczas za polski styl narodowy?
Zarówno budynek PKS-u, jak i pojawiające się tu pojazdy, pamiętają czasy PRL-u (fot. Damian Dziura) Zarówno budynek PKS-u, jak i pojawiające się tu pojazdy, pamiętają czasy PRL-u (fot. Damian Dziura) A skoro w Radomiu nie ma nic do oglądania, jak mówi mi para w średnim wieku, spotkana w okolicach dworca, to dlaczego pracownik Centrum Informacji Turystycznej, z którym rozmawiam telefonicznie po powrocie, wymienia na jednym oddechu atrakcje miasta. Największy zbiór prac Jacka Malczewskiego w Polsce, wspomniane wcześniej Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej, unikatowy skansen w postaci Muzeum Wsi Radomskiej. Do tego funkcjonujący od 40 lat Teatr Powszechny. A więc to chyba nie jest aż taka dziura, jak byśmy tego chcieli?
Bezrobocie i brak tożsamości
Nie popadajmy jednak w skrajności. Radom ma swoje, dość poważne, problemy. Należy do nich choćby wysokie bezrobocie. Wedle danych Mazowieckiego Obserwatorium Rynku Pracy pod koniec marca wynosiło ono w przypadku miasta ok. 15-20 proc. (w powiecie radomskim aż 20-25 proc.). Bliskość Warszawy (blisko godzina jazdy samochodem) sprawia, że coraz trudniej zatrzymać w mieście młodych.
PODPIS (fot. Damian Dziura) Kino "Atlantic" zostało zamknięte dekadę temu (fot. Damian Dziura) Problemem może być również historia miasta. Radom znajduje się w historycznej Małopolsce, dziś należy z kolei do Mazowsza. Bliżej mu natomiast do ziemi sandomierskiej, o czym świadczy swoisty „kult Jana Kochanowskiego”, o którym mówi mi pracownik Centrum Informacji Turystycznej. - Ta mieszanka sprawia, że trudno mówić w wypadku Radomia o wytworzeniu się jakiejś historycznie zakorzenionej, regionalnej tożsamości - twierdzi Szczerek.
Dodajmy do tego kłopotliwe położenie. Na północy stolica, z którą z jasnych przyczyn ciężko się równać i która „zasysa” pieniądze przeznaczone dla całego regionu (ostatnimi czasy znów głośno było o oddzieleniu Warszawy od województwa mazowieckiego - rolę wojewódzkiej siedziby przejąłby właśnie Radom). Na południu, w podobnej odległości, rozwijające się w dość dynamiczny sposób Kielce.
Lektura forów, na których porusza się temat miasta, daje do myślenia. Przyczyną niezadowolenia z miejsca własnego pochodzenia mogą być aspiracje niedopasowane do możliwości. Choć Warszawa pozostaje poza zasięgiem, radomianie, ku własnej frustracji, sięgają po porównania z Wrocławiem czy Krakowem, miastami zdecydowanie większymi, będącymi stolicami własnych regionów. Przeglądając dotyczące Radomia memy i grafiki, natrafiam na zdjęcie ruin znajdujących się w Parku im. Tadeusza Kościuszki. Napis głosi: Radom - jakie miasto, taki zamek. Teraz nie musimy już jeździć do Krakowa. W porządku, Wawel to nie jest. Tylko co z tego?
(źródło: Demotywatory.pl) (źródło: Demotywatory.pl) Z samych siebie się śmiejemy
W tym rzecz. To drugie miasto w województwie nie jest żadnym tam ewenementem. Rynek pracy i przestrzeń miejska cierpią tu na te same bolączki, co inne większe polskie ośrodki. Radom to po prostu skumulowana przeciętność: ani olśniewający, ani odpychający, ani zaniedbany, ani dopracowany w każdym szczególe. Wszechobecna szyldoza, bloki wokół centrum, sporo „dresów”, nieszczególnie gustowne elewacje - czy nie jest to coś, co możemy powiedzieć o dowolnym mieście w kraju?
Ktoś jednak musi pełnić rolę kozła ofiarnego. Patrząc na Radom, patrzymy tak naprawdę na naszą przeciętność, którą chcemy wyprzeć i wyśmiać. Zrzucamy tym samym jarzmo „cebulactwa”, a przynajmniej tak nam się wydaje. W rzeczywistości bowiem chodzi tylko i wyłącznie o kompleksy umoszczone w głowie już na dobre. Śmiejąc się z mazowieckiego miasta, pamiętajmy, że - jak u Gogola - z samych siebie się śmiejemy.
Przykład radomskiej Przykład radomskiej "szyldozy", charakterystycznej niestety dla całego kraju (fot. Damian Dziura) A żeby sięgnąć po nieco nowszą literaturę, przytoczę fragment „Siódemki”, powieści Ziemowita Szczerka, której akcja ma miejsce na trasie numer 7, łączącej Warszawę, Radom, Kielce i Kraków. W pewnym momencie w mieście, będącym bohaterem tego tekstu, dochodzi do bombardowania. Główny bohater słucha medialnych komunikatów: (...) mijałeś fabrykę napojów Zbyszko Trzy Cytryny, salony samochodowe, domy weselne, włączyłeś radio i słuchałeś, jak wszyscy, w Warszawie, w Krakowie, w Gdańsku, deklarują, że cała Polska jest Radomiem. „Kochani - rechotałeś - cała Polska od zawsze jest Radomiem”.
PS „Chytra Baba” wcale nie zabrała z wigilijnego stołu aż trzech butelek napoju tylko dla siebie. Jedną z nich podała przechodzącej obok osobie. Druga natomiast mogła być śmiało przeznaczona dla kogoś bliskiego, kto nie mógł tego dnia pojawić się na wigilii osobiście. Już mniej śmiesznie, prawda?
Mateusz Witkowski (ur. 1989). Redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna.pl. Absolwent krytyki literackiej na Wydziale Polonistyki UJ, obecnie doktorant na tym samym wydziale. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Zdecydowanie sprzeciwia się dzieleniu kultury na „wysoką” i „niską”. Publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Xięgarni”, „Czasie Kultury”, „Opcjach”, stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską.
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,150913,20133176,wszyscy-jestesmy-z-radomia-dlaczego-drugie-pod-wzgledem-wielkosci.html#TRwknd
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]